To był jakiś późny 60ty lub wczesny 70ty, moje pierwsze wspomnienie telewizji. I nieważne czy była to relacja z lądowania na księżycu, czy z grudnia 1970, choć te wydarzenia tak bliskie w czasie dzieli cały kosmos. Myślę o tym, że to zaledwie 50 lat, czas mojej własnej pamięci, gdy zdarzyło się tak wiele i tak wiele już przestało dziwić.

REKLAMA
Co dziwiło?
Stary serial bodaj Kosmos 1999, gdy wydawało się, że to tak daleko. Nadawany w wolne soboty, które może jeszcze bardziej dziwiły. Pierwsze telefony komórkowe lub wyjazd na „zachód”. Pierwszy komp AT i 40 Mb dysku. Szybko poszło, może za szybko?
Dziś możemy się dziwić codziennie, lecz zdziwień jest tak wiele, że stają się normą. Dziwny jest ten świat, prawda? Coroczny szczyt klimatyczny mówi nam, że jest coraz gorzej, ale coraz mniej się dziwimy. Przecież nic się nie może stać, skoro nie stało się dotąd ;)
Otóż może, widzimy to codziennie, zauważamy mniej.
Mówię o śmieciach. Nie cierpię segregować śmieci, ale skoro wszyscy segregujemy, to mogę i ja. Nie cierpię, bo widziałem przemysłową segregację i nasz indywidualny trud codzienny jest, moim zdaniem, próżny wobec skali i naprawdę imponujących możliwości instalacji Ripok itp.
Na marginesie, chętnie przeczytam jakąś szerszą analizę opłacalności segregacji u źródła, z uwzględnieniem wszystkich efektów ciągnionych, kosztów wszystkich faz itp. itd. - jest taka? Poproszę :)
Wracając do śmieci, a raczej śmiecenia. Segregowanie (i chyba dopiero ono) daje pojęcie, jak wiele śmieci produkujemy (w cudzysłowie i bez) i jak wiele niepotrzebnie. I nie tylko w formie łatwo widocznej, jak PET, czy inne opakowania z plastiku, wrzucane do koszta metal/plastik. Gdy jadę na nartach, ślizgi spływają strumieniem do morza. Plastik. Gdy jadę rowerem, guma z opon płynie do morza, plastik. Ba, gdy chodzimy we wszystkich ulubionych lightweight outdoor ubraniach, plastik sypie się z nas na potęgę. Niby nic. A jednak. Może można, może warto, z czegoś zrezygnować? Póki czas.
I w czasach, gdy coraz mniej nas dziwi, warto zauważać nawet te najmniejsze, bo mogą mieć znaczenie. Z drugiej strony, może nie są jednak tak małe, skoro te kilkadziesiąt lat temu nikt na poważnie nie myślałby o zagrożeniu plastikiem. Po prostu go nie było, w takiej skali, do jakiej sami dopuszczamy.
Apropos czasu, gdy pod koniec roku znów zaszywam się z psem tam, gdzie nie dochodzi odgłos fajerwerków. Przyznam się, że pisząc tu, zerkam czasem tam, do gry strategicznej, gdzie tworzę świat. Krok po kroku, gdzieś karczując las, gdzieś stawiając kopalnię. Postęp, punkty, wygrana. Zrobiłem sobie taki scenariusz, gdzie nie ingeruję w przyrodę, rozwój tylko w takim tempie, jaki umożliwia natura. Wolniej, mniej, trudniej. Ale być może dłużej i bez tego śmiesznego może pytania, co coraz częściej zjawia się z tylu głowy - „czy zdążymy”?
I tego Państwu i państwu życzę na nowy rok i następne lata, byśmy postarali się zdążyć.
U mnie na wschodzie znowu drewno w kominku i ciagle przed lasem kończy się asfalt, a sieć hula tak nieprzewidywalnie, jak wiatr po polach.
Można zwolnić. Być może nawet trzeba.