Jeszcze przed uchwalaniem kagańcowej nowelizacji ustawy o OZE, która zasadniczo uczyniła inwestycje prosumenckie w gospodarstwach domowych nieopłacalnymi, wiceminister ds. energii Pan Minister Piotrowski zapowiadał, że w ciągu pół roku powstaną rozwiązania, dzięki którym prosumentami, będą mogli stać się także mali a nawet średni przedsiębiorcy. Po czterech miesiącach Dyrektor Departamentu Energii Odnawialnej (DEO) w Ministerstwie Energii – Pan Andrzej Kaźmierski, na konferencji „Fotowoltaika w Polsce” powiedział, że "Prezes Instytutu Energetyki Odnawialnej prosi i apeluje żeby nie „ruszać” małych firm wytwarzających energię z OZE, bo według niego to się opłaca i jest dobrze jak jest. Ministerstwo Energii uważa jednak, za konieczne dopracowanie tego zagadnienia".
Definicja IEO nawiązuje wprost do art. 41 ust. 8 znowelizowanej ustawy o OZE (ta część, raczej szczęśliwie, nie została pośpiesznie znowelizowana i firm nie objęto obecną definicją prosumenta), który mówi o tym, że „… sprzedawca zobowiązany dokonuje zakupu oferowanej (energii elektrycznej z OZE), cena zakupu energii elektrycznej (…) wynosi 100% średniej ceny sprzedaży energii elektrycznej na rynku konkurencyjnym w poprzednim kwartale, czyli:
1. bez oddawania 20-30% energii za darmo, tak jak „prosument z ustawy o OZE”,
2. przy niższych niż prosument indywidualnych kosztach inwestycyjnych (odliczany VAT
3. przy znacznie wyższym niż typowe gospodarstwo domowe współczynniku autokonsumpcji (średnio jak 30% - prosument indywidualny do 70% - prosument biznesowy, choć słowo „średnio” trzeba tu używać z nadzwyczajną ostrożnością)
4. bez obowiązku płacenia renty monopolistycznej lokalnemu dostawcy energii (prosumenci biznesowi mogą korzystać z zasady TPA – nie musza mieć umowy kompleksowej z tzw. „sprzedawcą zobowiązanym”, czyli mogą aktywnie działać na rynku energii.
Ministerstwu Energii „udało się” też doprecyzować system aukcyjny w taki sposób, że sektor OZE „nie zna dnia ani godziny” i ponosi olbrzymie (niepotrzebne i obniżające konkurencyjność sektora wobec energetyki tradycyjnej oraz samych firm) koszty dostosowania się do systemu, którego nikt, poza wpływowymi koncernami, nie zna. Będzie drogo i elitarnie, będzie pogoda dla bogatych i niepogoda dla małych i biednych (podobnie jak w przypadku prosumentów).
„Doprecyzowane” zastały też zasady lokalizacji farm wiatrowych. Teraz „na tym odcinku” wszystko jest już jasne.
Złowrogie dla OZE pomruki docierające od czasu do czasu z Ministerstwa Energii i niedostatek empatii wobec konsumentów energii nie dają podstaw do wiary w dobrą zmianę na tym odcinku.
