Na czas zakończonego w niedzielę, 9 lipca, szczytu NATO Warszawa zamieniła się w twierdzę. Krajowe media podawały informacje na temat liczby zmobilizowanych z tej okazji mundurowych, mówiły o latających nad Stadionem Narodowym helikopterach i motorówkach patrolujących brzegi Wisły. A w jaki sposób promowała się wtedy sama stolica? Wiemy, bo wyjawiła to już w jednym z wywiadów prezydent, że nie udało się zdobyć zezwolenia na stoisko z materiałami promującymi miasto w przestrzeni stadionu. Czy jednak w związku z takim zakazem zaplanowano inne działania? Wszak w drugi weekend lipca Warszawę odwiedziło ponad dwa tysiące dziennikarzy, w tym ponad tysiąc trzystu reporterów zagranicznych… Obawiam się, że marketingowy potencjał tego doniosłego wydarzenia pozostał niewykorzystany. Niestety, kolejna taka szansa może się już nie powtórzyć.
Przykład Arłamowa udowadnia, że – aby wypromować dane miejsce – nie potrzeba nieraz wiele. W trakcie zgrupowania polskiej reprezentacji piłkarskiej w hotelu w tej miejscowości, od 23 do 31 maja, na temat Arłamowa w prasie, Internecie, radiu i telewizji ukazało się łącznie 7045 publikacji (jak podaje PressService Monitoring Mediów). Wszelkie wzmianki na temat niewielkiej osady w Bieszczadach przełożyły się w tym czasie na ekwiwalent reklamowy w wysokości 51,5 miliona złotych. Naturalnie, aby nagły wzrost popularności tego miejsca spowodował zwiększenie ruchu turystycznego w regionie niezbędna jest strategia szerszej komunikacji, z pewnością jednak Arłamów ma już dobry start.
