Niedawno NCBR ogłosił kolejne listy projektów rekomendowanych do dofinansowania w ramach poddziałań Programu Operacyjnego Inteligentny Rozwój (PO IR), mowa o konkursach „Demonstrator” i „Szybka ścieżka”. Do tej pory, w sumie dofinansowanie otrzymały 92 projekty (20 w Demonstratorze i 72 w ramach dwóch rozstrzygniętych edycji Szybkiej Ścieżki) na łączną kwotę ponad 585 mln zł.
REKLAMA
Potężny apetyt…
Dużą popularnością cieszy się w szczególności Szybka Ścieżka, do tej pory zgłoszono w jej ramach blisko 1000 projektów (4 edycje), a wnioskowana kwota dofinansowania wyniosła prawie 6,2 mld zł, co już teraz znacząco przekracza pulę środków przeznaczonych na to działanie (1,6 mld zł), a przed nami jeszcze 4 tury naborów…
Puste obietnice?
Kwestia, którą chciałbym się zająć w tym wpisie, nie dotyczy jednak statystyk sensu stricte, a czegoś, co się za nimi kryje i nie są to same pozytywy. Otóż, to zdanie również podzielają znani mi eksperci gospodarczy oceniający wnioski dla NCBR, wiele projektów jest nie tyle, że słabych, co źle przygotowanych. Potwierdzeniem tych słów może być fakt, iż z planowanych 500 mln zł w Demonstratorze wykorzystano zaledwie 280,6 mln zł (56%), a strach przed tym, że środki w Szybkiej Ścieżce wyczerpią się przed grudniem, powoli zaczyna się przeradzać w przeświadczenie, że środków wystarczy z nawiązką. Czy to oznacza, że polskie firmy nie są gotowe na dotacje?
Nie ilość a jakość ma zatem znaczenie.
Wśród największych błędów wnioskodawców należy nadmienić przede wszystkim brak klarownej strategii odnośnie wdrożenia rezultatów projektu. Temat zarządzania własnością intelektualną traktuje się pobieżnie, brakuje sprecyzowanych planów odnośnie tego, co, komu i w jaki sposób będzie sprzedawane, a przede wszystkim brakuje przedstawienia korzyści dla zainteresowanych stron (stakeholders).
Prawdopodobnie jest to wynikiem przyzwyczajenia się do minionej perspektywy unijnej gdzie mniejszą wagę przykładano do wdrożenia a decydującą rolę odgrywała „doskonałość naukowa” projektu. Dziś w Szybkiej Ścieżce adekwatność przyjętych badań i dostęp do infrastruktury traktuje się, jako kryterium dostępu, tzn. każdy z wnioskodawców powinien je spełnić w równym, tzn. pozwalającym na prawidłową realizację projektu, stopniu. Decyduje natomiast to, „co” (nowość rezultatów projektu), „komu” (zapotrzebowanie rynkowe) oraz „jak i za ile” (opłacalność wdrożenia) sprzedamy.
Mam wrażenie, że wspomniana miniona perspektywa unijna, wykreowała pewne (nazwałbym to) „złe nawyki” typu: złóżmy wniosek, może się uda, a jak się uda to będziemy „robić innowacje”, a międzyczasie sfinansujemy sobie wynagrodzenia i wymienimy część sprzętu. Stąd też wielu przedsiębiorców w dotacjach, jako źródło przewagi konkurencyjnej nie postrzega możliwej do wypracowania innowacji a możliwość „dofinansowania” bieżącej działalności firmy. To przyzwyczajenie widać w sukcesach naszych podmiotów w ramach konkursów międzynarodowych, a raczej w ich braku… Tutaj chyba pasuje modne ostatnio stwierdzenie „brakuje kultury innowacyjności”.
Pokaż, że „wiesz jak”
Nowe rozdanie, póki co tak mi się wydaje, umożliwia odejście od tej ścieżki (przynajmniej w sferze ogólnokrajowej, patrz konkursy NCBR). Od dziś, skupiamy się na wdrożeniu (oby tylko nie popaść ze skrajności w skrajność…). Stąd też wnioskodawca nie powinien siadać do pisania wniosku a do tworzenia strategii wdrożenia (de facto układ wniosku w NCBR zachęca do tego).
Moim zdaniem wniosek powinien być wręcz pochodną takiej strategii, a finansowanie jednym z kamieni milowych projektu pod tytułem wdrożenie technologii/produktu X (zakrawa o truizm, ale jakoś u nas nie działa…). Wymaga to jednak zmiany podejścia, a to nie dzieje się z dnia na dzień.
Potrzeba zatem czasu (optymistyczne założenie, że idziemy w dobrym kierunku), na dziś natomiast, mogę wypunktować kilka kwestii, nad którymi powinien zastanowić się potencjalny wnioskodawca w ramach programów badawczo-rozwojowych. Wyniki przemyśleń i odpowiedzi na powstałe w ich trakcie pytania, mogą posłużyć jako interesujący wkład wniosku, a z czasem stać się przyczynkiem do, kto wie, może zmiany dotychczasowego podejścia…
Potrzeba zatem czasu (optymistyczne założenie, że idziemy w dobrym kierunku), na dziś natomiast, mogę wypunktować kilka kwestii, nad którymi powinien zastanowić się potencjalny wnioskodawca w ramach programów badawczo-rozwojowych. Wyniki przemyśleń i odpowiedzi na powstałe w ich trakcie pytania, mogą posłużyć jako interesujący wkład wniosku, a z czasem stać się przyczynkiem do, kto wie, może zmiany dotychczasowego podejścia…
Co warto podkreślić we wniosku, kilka kluczowych elementów:
1. Jaki problem rozwiązuje dane rozwiązanie? Kogo on dotyczy? Jakie potrzeby generuje?
2. W jaki sposób problem rozwiązywano do tej pory? Jak zaspokajano daną potrzebę dotychczas? Czym różni się nasze rozwiązanie od dotychczasowych?
3. Jakie korzyści niesie nasze rozwiązanie, co sprawia, że ktoś będzie w stanie za nie zapłacić?
4. Jak dużo jest chętnych by zapłacić i ile są wstanie zapłacić? Jak do nich dotrzeć? W jakiej formie możemy sprzedać naszą technologię?
5. Czego potrzebujemy by wprowadzić pomysł w życie, technologię na rynek? Co zrobiono, co mamy, a co musimy zrobić, zdobyć? Ile to kosztuje?
6. Czy posiadamy wystarczająco silny zespół naukowo-techniczny by rozwiązać najważniejsze zagadnienia technologiczne?
7. Czy jesteśmy w stanie udowodnić, że nasza koncepcja rozwiązania zagadnienia technologicznego ma szansę powodzenia?
8. Jakie czynniki ryzyka wiążą się z przyjętymi założeniami?
9. Jak się ma projekt i jego rezultaty do naszej dotychczasowej działalności a jak do przyszłości?
10. W jaki sposób mamy zamiar chronić naszą wiedzę? Jak robi to branża? Czy nasze rozwiązanie nie narusza praw podmiotów/osób trzecich?
1. Jaki problem rozwiązuje dane rozwiązanie? Kogo on dotyczy? Jakie potrzeby generuje?
2. W jaki sposób problem rozwiązywano do tej pory? Jak zaspokajano daną potrzebę dotychczas? Czym różni się nasze rozwiązanie od dotychczasowych?
3. Jakie korzyści niesie nasze rozwiązanie, co sprawia, że ktoś będzie w stanie za nie zapłacić?
4. Jak dużo jest chętnych by zapłacić i ile są wstanie zapłacić? Jak do nich dotrzeć? W jakiej formie możemy sprzedać naszą technologię?
5. Czego potrzebujemy by wprowadzić pomysł w życie, technologię na rynek? Co zrobiono, co mamy, a co musimy zrobić, zdobyć? Ile to kosztuje?
6. Czy posiadamy wystarczająco silny zespół naukowo-techniczny by rozwiązać najważniejsze zagadnienia technologiczne?
7. Czy jesteśmy w stanie udowodnić, że nasza koncepcja rozwiązania zagadnienia technologicznego ma szansę powodzenia?
8. Jakie czynniki ryzyka wiążą się z przyjętymi założeniami?
9. Jak się ma projekt i jego rezultaty do naszej dotychczasowej działalności a jak do przyszłości?
10. W jaki sposób mamy zamiar chronić naszą wiedzę? Jak robi to branża? Czy nasze rozwiązanie nie narusza praw podmiotów/osób trzecich?
Nieopatrznie wyszedł dekalog. Oprócz samych odpowiedzi na powyższe pytania, liczy się umiejętność atrakcyjnego ich przedstawienia otoczeniu, czyli to, do czego podobno przedsiębiorcy są stworzeni – sprzedaż.
Twitter @dabkowskiB
